Spekulacje dotyczące powodu
wydania opowiadań Beksińskiego były różne. Odniosłem wrażenie, że dochodzi ich
coraz więcej. Najbardziej buntownicze było przypuszczenie, że żeruje się na
zmarłym, a autor nie chciał wydać swoich tekstów, bo zbytnio by je ocenzurowano
albo po prostu ostatecznie nie spodobały mu się. Mówiło się, że nawet nie były
poprawiane (czemu gromko zaprzeczają ukazane w książce fragmenty
maszynopisów z autorskimi poprawkami). Mamy dostępne pisarskie wytwory
Beksińskiego z pierwszej połowy lat sześćdziesiątych – mamy do poznania nowe
pole umysłu Beksińskiego, a więc nową szansę odpowiedzi na pytanie – co
artysta miał na myśli.
Tempo opowiadań, a trafniej można określić je wprawkami, jest
różne. Oczywiście wszechobecna jest śmierć i często mamy obrazowane niepokojące
scenerie, ale właśnie wtedy opowiadania czyta się lekko. Często
jest to wręcz język mówiony, znany mi z wywiadów z autorem, niż język
literacki. Jednak najważniejsza jest wyobraźnia. Zdaje się, że Beksiński miał
talent do wyrażania siebie różnorodnymi środkami ekspresji. Kiedy jednak
zagłębia się w filozoficzne dywagacje, opowiadania stają się ciężkostrawne. Coś
mi mówi, że ostateczny kształt utworów, gdyby Beksiński chciał je wydać, byłby
inny. Kolejne podejście do tekstu mogłoby spowodować, że „Opowiadania” byłyby
bardziej wciągające.
Ciężkostrawność widoczna jest np. w opowiadaniach pt.
„Informator” i „Lustra”. Powodem tego jest słabe zarysowanie cech postaci.
Możemy więc wyobrażać je sobie jako osoby bez twarzy, dodatkowo znajdujące się
w świecie o systemie zbliżonym do obecnego w „Roku 1984” Orwella. Ma to
prawdopodobnie swój cel – zbudowanie atmosfery snu. Wynaturzone budynki, puste
ulice, zamglone ogrody, „enigmatyczne wnętrza” i postaci określone tylko
ogólnikowo – obrońcy, biskup, informator, Oni – wiemy o nich tylko to, co
kryje się pod ich nazwą.
Ciekawymi opowiadaniami są te, w których z chłodnego, często
nazbyt szczegółowego i wręcz technicznego opisu miejsc („Plac egzekucji”),
wynurzają się emocje Beksińskiego („Bakterie”):
„(…) jeżeli człowiek w ciągu swego istnienia na tej ziemi, w ciągu swego człowieczeństwa wynalazł cokolwiek, co warte było jego istnienia, co było i jest wielkie i naprawdę ludzkie – to tym czymś była i jest nienawiść. Niech ich zeżrą bakterie, niech parszywe psy rozwłóczą ich wnętrzności po polach, niech ich napuchnięte ciała pokryją sobą wszystkie rzeki i wszystkie drogi, ulice miast, place zabaw, lokale rozrywkowe, skwery, parki i zieleńce, niech korozja i zapomnienie zeżre ich cywilizację, unicestwi ich pomniki, stroczy ich dzieła, niech odtąd słońce wschodzi radośnie nad oczyszczonym z robactwa światem, a zachodzi cicho i poważnie nad krainą wiecznego milczenia. Amen!”[1]
Równie ciekawie jest, kiedy Beksiński opisuje paranoję bohatera
w roztargnionym stylu („Bilardzista”). Różnorodność i zwięzłość niektórych
tekstów robi wrażenie lekkiego pióra autora. Kiedy jednak Beksiński zagłębia
się w pewnym temacie i widać, że nie ma ochoty szybko się z niego
wynurzyć, można odczuć przesyt. Wtedy robi się mniej ciekawie.
Autor wyboru i opracowania opowiadań, Tomasz Chomiszczak, ładnie
zamknął zbiór „Kobietą z portretu”. Detektywistyczny opis powstawania obrazu z
perspektywy malarza pokazuje, w jaki sposób można patrzeć na tę sztukę.
Wyjątkowy, otwarty umysł Beksińskiego zdaje się podawać wszystkie swoje twory w
dwuznaczny sposób. Jego prozę mogą w pełni docenić czytelnicy z równie
otwartym umysłem oraz z chęcią doszukiwania się alegorii. „Opowiadania” nie są
łatwą przeprawą, ale zachęcają do obserwacji obrazów Beksińskiego. Można
próbować odnaleźć ich znaczenie i osiągnąć przyjemność intelektualną, a nawet
jeśli się nie uda, to wciąż pozostaje powierzchowna uciecha z samego oglądania.
Od razu przypomina mi się rozmowa Dudały z dziewczyną czytającą angielską
książkę w „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?”:
- „Zagraniczna. Znacie ten język?”
- „Nie. Tak czytam…”
[1] Zdzisław
Beksiński, Opowiadania, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2015, s. 124, 125
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz