sobota, 5 maja 2018

Graveyard - Innocence & Decadence (2015)


Graveyard to bardziej doszlifowane, schludne i nowoczesne Screaming Trees. Wokaliście coraz bliżej do Marka Lanegana - jego głos jest bardziej dźwięczny, ale z płyty na płytę coraz bardziej zdziera się i matowieje. Joakim Nilsson jest też świetnym gitarzystą. Bije na głowę gitarzystę Screaming Trees, który zawsze grał tak, jakby był spity, a każdy jego występ był nieistotną próbą. Nawet nagrania w studio. Największym wspólnym mianownikiem dla obydwu zespołów są piosenki i ballady. W zasadzie brzydkie to wyrazy, które każdy poważny zespół rockowy najchętniej odepchnąłby od siebie. Ale żeby osiągnąć sukces komercyjny w tej dyscyplinie, trzeba mieć „balladową” smykałkę.

Graveyard często gra ballady, ale robi to w mało uciążliwy sposób. Zwykle stanowią one większość utworów na płycie, chociaż pod koniec słuchania nie da się pęknąć z przesytu jak Mr Creosote. Chociaż na wcześniejszych płytach tego nie dostrzegłem, teraz słyszę wyraźnie – zespół kieruje swoją ofertę dla szerokiego grona. W 2011 roku płyta Hisingen Blues pokazała szeroki wachlarz kompozycyjny – tym mnie urzekli. Na Lights Out (2012) można znaleźć już tylko kilka mocnych momentów. Album Innocence & Decadence nie jest krokiem naprzód, ale krokiem w kierunku publiczności. Nowej publiczności. Nastoletniej również.

Can’t walk out i From A Hole In The Wall to czyste Screaming Trees, a Too Much Is Not Enough z miejsca powinno znaleźć się w każdej stacji radiowej. Dużym wsparciem dla jego przebojowości są gustowne chórki. Zamaszysta, jakby slalomowa wędrówka gitary powoduje, że bezwstydnie można przyznać, że to jest dobre. To samo dotyczy Cause & Defect – kawałek rozpoczyna się przebojowym rytmem i spodobałby się nawet inżynierowi Mamoniowi. Za pierwszym przesłuchaniem rzecz jasna. Podobne wrażenia, za sprawą efektownej zagrywki gitarowej, powinno dostarczyć Far Too Close.

Zamykające płytę Stay For A Song jest utworem, który mógłby napisać każdy zespół rockowy i który może spodobać się każdemu. Z mojego punktu widzenia jest to oczywiście duży minus. Graveyard powiela siebie, ale też wygładza. To tak, jakby zespół, świadomy swoich dużych umiejętności, szedł na łatwiznę i grał na weselach. Nie uwierzyłem w szczerość Innocence & Decadence. Można pochwalić ją za rozmaitość w postaci częstej zmiany nastrojów. Jednak znając wcześniejsze płyty Graveyard, najnowszy wytwór uznaję za wtórny i rzadko porywający.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

        Nick Cave & The Bad Seeds - "Ghosteen" (2019)         Nick Cave to postać związana nie tylko z muzyką, ale też z...