Graveyard
to bardziej doszlifowane, schludne i nowoczesne Screaming Trees. Wokaliście
coraz bliżej do Marka Lanegana - jego
głos jest bardziej dźwięczny, ale z płyty na płytę coraz bardziej zdziera się i
matowieje. Joakim Nilsson jest też świetnym gitarzystą. Bije na głowę
gitarzystę Screaming Trees, który zawsze grał tak, jakby był spity, a każdy
jego występ był nieistotną próbą. Nawet nagrania w studio. Największym wspólnym
mianownikiem dla obydwu zespołów są piosenki i ballady. W zasadzie brzydkie to
wyrazy, które każdy poważny zespół rockowy najchętniej odepchnąłby od siebie.
Ale żeby osiągnąć sukces komercyjny w tej dyscyplinie, trzeba mieć „balladową”
smykałkę.
Graveyard często gra
ballady, ale robi to w mało uciążliwy sposób. Zwykle stanowią one większość
utworów na płycie, chociaż pod koniec słuchania nie da się pęknąć z przesytu
jak Mr Creosote. Chociaż na wcześniejszych płytach tego nie dostrzegłem, teraz
słyszę wyraźnie – zespół kieruje swoją ofertę dla szerokiego grona. W 2011 roku
płyta Hisingen Blues pokazała szeroki
wachlarz kompozycyjny – tym mnie urzekli. Na Lights Out (2012) można znaleźć już tylko kilka mocnych momentów.
Album Innocence & Decadence nie
jest krokiem naprzód, ale krokiem w kierunku publiczności. Nowej publiczności.
Nastoletniej również.
Can’t
walk out i From A Hole
In The Wall to czyste Screaming Trees, a Too Much Is Not Enough z miejsca powinno znaleźć się w każdej
stacji radiowej. Dużym wsparciem dla jego przebojowości są gustowne chórki. Zamaszysta,
jakby slalomowa wędrówka gitary powoduje, że bezwstydnie można przyznać, że to
jest dobre. To samo dotyczy Cause &
Defect – kawałek rozpoczyna się przebojowym rytmem i spodobałby się nawet
inżynierowi Mamoniowi. Za pierwszym przesłuchaniem rzecz jasna. Podobne
wrażenia, za sprawą efektownej zagrywki gitarowej, powinno dostarczyć Far Too Close.
Zamykające
płytę Stay For A Song jest utworem,
który mógłby napisać każdy zespół rockowy i który może spodobać się każdemu. Z
mojego punktu widzenia jest to oczywiście duży minus. Graveyard powiela siebie,
ale też wygładza. To tak, jakby zespół, świadomy swoich dużych umiejętności,
szedł na łatwiznę i grał na weselach. Nie uwierzyłem w szczerość Innocence & Decadence. Można pochwalić ją za rozmaitość w postaci
częstej zmiany nastrojów. Jednak znając wcześniejsze płyty
Graveyard, najnowszy wytwór uznaję za wtórny i rzadko
porywający.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz