Cóż za wspaniałą
karierę wiedzie Rob Zombie. Nie wiem, czy jest bardziej znany ze swojej muzyki,
czy z filmów. Po sobie wiem, że kojarzyłem go najpierw ze środowiskiem
metalowym. Może lepiej jednak zabrzmi metalowo-podobnym, bo przecież łatwo taką
muzykę wyobrazić sobie również na amerykańskim technoparty. Pierwszy swój album
Zombie wydał w 1998 roku (Hellbilly
Deluxe). Dotrzeć do filmów Roba Zombie najłatwiej poprzez remake pierwszej
i drugiej części filmu Halloween. Chociaż nie są to moje ulubione filmy Roba,
to obejrzałem wszystkie jego twory, zachwycając się potężnymi możliwościami
reżysera. Nie dość, że tworzy horrory najwyższej klasy, to wplata w nie swoją
oraz cudzą muzykę najlepszego sortu.
Debiutem reżyserskim Roba Zombie był Dom 1000 trupów (2003). Jest to horror brutalny i wulgarny, ale z drugiej strony barwny i oryginalny. Świetną rolą popisał się Bill Moseley, demoniczna Karen Black oraz żona reżysera – Sheri Moon Zombie. Ponadto nie zapomnimy roli Kapitana Spauldinga i Doktora Satana. Nad wszystkim czuwa duch gatunkowych szlagierów z lat siedemdziesiątych, więc należy być czujnym wobec licznych nawiązań.
Debiutem reżyserskim Roba Zombie był Dom 1000 trupów (2003). Jest to horror brutalny i wulgarny, ale z drugiej strony barwny i oryginalny. Świetną rolą popisał się Bill Moseley, demoniczna Karen Black oraz żona reżysera – Sheri Moon Zombie. Ponadto nie zapomnimy roli Kapitana Spauldinga i Doktora Satana. Nad wszystkim czuwa duch gatunkowych szlagierów z lat siedemdziesiątych, więc należy być czujnym wobec licznych nawiązań.
W drugim filmie Zombiego –
Bękarty Diabła (2005) możemy już znaleźć wszystko co najlepsze w horrorze.
Reżyser skorzystał niemal z tych samych aktorów, wzbogacając obsadę o Williama
Forsythe’a. Co za rola! Dzięki postaci, w jaką się wcielił, mamy do czynienia z
horrorem sensacyjnym. Moje wrażenia zwiększył soundtrack do filmu. W zasadzie
każda moja ocena filmu Zombiego jest zawyżona przez podsycenie moich wrażeń
przez muzykę. Tutaj obejrzymy najlepszy teledysk, jaki
mógł powstać do utworu Freebird zespołu Lynyrd Skynyrd. Scena, w której główni
(oczywiście źli z krwi i kości) bohaterowie jadą samochodem na rzeź, z rozgrywającą się w tle
kulminacją utworu, zostanie przyklejona do utworu na zawsze każdemu, kto
obejrzy film. Z kolei utwór końcowy pomaga pozostawić widza w zachwycie nad tą
produkcją (Terry Reid – Seed of Memory). Łatwo zrozumieć wtedy, że muzyka jest
bardzo istotnym narzędziem w rękach Zombiego, również jako reżysera.
W roku 2007 powstał remake filmu Halloween. Był to ciekawy ruch ze strony Zombiego z powodu dodania swojej części historii do oryginału. W ten sposób pierwszą połowę slashera stanowi opowieść o młodości Michaela Myersa. Jest to nawet lepsza połowa filmu. Dodatkowym atutem jest tutaj obecność Malcolma McDowella. Być może postać doktora Samuela Loomisa jest jedną z lepszych kreacji aktora od trzydziestu lat (zwieńczenie trylogii Lindsay’a Andersona – Jeżeli…(1968), Szczęśliwy człowiek (1973) i Szpital Brytania (1982)). Halloween 2 z 2009 roku można polecić wielbicielom nowoczesnych slasherów, bądź Malcolma McDowella. Tym razem zdecydowanie przychylny jestem uznać za lepszą oryginalną wersję z 1981 roku, gdzie Michael Myers jest bardziej przekonujący (oczywiście na swój sposób).
Ostatnim filmem Roba Zombiego jest The Lords of Salem z 2012 roku. Film posiada prawdopodobnie najwięcej elementów grozy z wszystkich dotychczasowych horrorów reżysera. Oprócz typowych zagrań wzbudzających dreszcze, w postaci zjaw zaszytych w kącie pomieszczenia, można zaobserwować głębszy rodzaj grozy – budzący w widzu niepokój przed czymś zupełnie nieznanym. Na myśl przychodzi Dziecko Rosemary (1968) Polańskiego. Tutaj Zombie wjeżdża jednak na bandę czterema kółkami. Wiele tu scen szokujących, prowokujących i wzbudzających obrzydzenie. Emocji pęczek. O ile o dwóch pierwszych filmach Zombiego możemy mówić, jako o rozrywce, tematyce nie dotyczącej widza i o klimacie wysoce fantastycznym, o tyle tutaj można zapewnić widzom seans z zaciśniętym żołądkiem.
Rozprawiając o filmach Roba Zombie trzeba wspomnieć (choć niekoniecznie w noc Halloween) o animowanym filmie, pt. The Haunted World of El Superbeasto (2009). Animacja, tak jak wszystko spod ręki Zombiego, nie nadaje się do odbioru nawet przez trochę większe dzieci. Jest sporo chaosu, ale za to mnóstwo nawiązań do klasyki i wcześniejszych filmów reżysera, spora dawka cycków, humoru i oczywiście głos szalonej Sheri Moon Zombie.
Filmy Roba Zombiego nie spodobają się każdemu, ale z pewnością każdemu mogą utkwić w pamięci. Reżyser wydaje się nie mieć żadnych oporów. Przedstawiając swoje pomysły często przekracza granice przyzwoitości. Wiemy jednak, że w horrorze wszystkie chwyty są dozwolone. Niektóre obrazy skupiają się na przedstawieniu niewyobrażalnych okrucieństw, inne proponują strach w formie gęstych jump scare’ów. Rob Zombie znajduje często własne rozwiązania. Obok chwytów znanych z innych filmów grozy, ukazuje swój styl, który każdy fan horroru powinien rozpoznawać. Jako najlepszy przykład i propozycję na wieczór Halloween niech posłużą dwa tytuły: The Devil’s Rejects (2005) i The Lords of Salem (2012).
W roku 2007 powstał remake filmu Halloween. Był to ciekawy ruch ze strony Zombiego z powodu dodania swojej części historii do oryginału. W ten sposób pierwszą połowę slashera stanowi opowieść o młodości Michaela Myersa. Jest to nawet lepsza połowa filmu. Dodatkowym atutem jest tutaj obecność Malcolma McDowella. Być może postać doktora Samuela Loomisa jest jedną z lepszych kreacji aktora od trzydziestu lat (zwieńczenie trylogii Lindsay’a Andersona – Jeżeli…(1968), Szczęśliwy człowiek (1973) i Szpital Brytania (1982)). Halloween 2 z 2009 roku można polecić wielbicielom nowoczesnych slasherów, bądź Malcolma McDowella. Tym razem zdecydowanie przychylny jestem uznać za lepszą oryginalną wersję z 1981 roku, gdzie Michael Myers jest bardziej przekonujący (oczywiście na swój sposób).
Ostatnim filmem Roba Zombiego jest The Lords of Salem z 2012 roku. Film posiada prawdopodobnie najwięcej elementów grozy z wszystkich dotychczasowych horrorów reżysera. Oprócz typowych zagrań wzbudzających dreszcze, w postaci zjaw zaszytych w kącie pomieszczenia, można zaobserwować głębszy rodzaj grozy – budzący w widzu niepokój przed czymś zupełnie nieznanym. Na myśl przychodzi Dziecko Rosemary (1968) Polańskiego. Tutaj Zombie wjeżdża jednak na bandę czterema kółkami. Wiele tu scen szokujących, prowokujących i wzbudzających obrzydzenie. Emocji pęczek. O ile o dwóch pierwszych filmach Zombiego możemy mówić, jako o rozrywce, tematyce nie dotyczącej widza i o klimacie wysoce fantastycznym, o tyle tutaj można zapewnić widzom seans z zaciśniętym żołądkiem.
Rozprawiając o filmach Roba Zombie trzeba wspomnieć (choć niekoniecznie w noc Halloween) o animowanym filmie, pt. The Haunted World of El Superbeasto (2009). Animacja, tak jak wszystko spod ręki Zombiego, nie nadaje się do odbioru nawet przez trochę większe dzieci. Jest sporo chaosu, ale za to mnóstwo nawiązań do klasyki i wcześniejszych filmów reżysera, spora dawka cycków, humoru i oczywiście głos szalonej Sheri Moon Zombie.
Filmy Roba Zombiego nie spodobają się każdemu, ale z pewnością każdemu mogą utkwić w pamięci. Reżyser wydaje się nie mieć żadnych oporów. Przedstawiając swoje pomysły często przekracza granice przyzwoitości. Wiemy jednak, że w horrorze wszystkie chwyty są dozwolone. Niektóre obrazy skupiają się na przedstawieniu niewyobrażalnych okrucieństw, inne proponują strach w formie gęstych jump scare’ów. Rob Zombie znajduje często własne rozwiązania. Obok chwytów znanych z innych filmów grozy, ukazuje swój styl, który każdy fan horroru powinien rozpoznawać. Jako najlepszy przykład i propozycję na wieczór Halloween niech posłużą dwa tytuły: The Devil’s Rejects (2005) i The Lords of Salem (2012).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz