Zespół Wishbone
Ash po udanym debiucie oraz słynnej płycie Argus z 1972 roku, wydał jeszcze dwadzieścia albumów studyjnych.
Brytyjczycy wciąż koncertują po całej Europie, a w ich repertuarze przeważają
utwory pochodzące z najbardziej znanego krążka tego zespołu. Jak się okazuje,
czwarta płyta - There’s the rub zajęła
88 pozycję na liście Bilboard w 1974 roku, a dwa lata wcześniej Argus znalazł się na 169 miejscu. Mimo
tego podzielam zdanie większości, że Argus to największe dzieło zespołu, chociaż album There’s the rub, zasługuje na uwagę nie
tylko najbardziej zagorzałych fanów grupy.
Już
od początku słychać, że zespół wciąż jest w wysokiej formie. Pionierzy
progresywnego rocka pokazują w pierwszym utworze, że potrafią tworzyć muzykę,
która całkowicie wypełnia wolną przestrzeń. Silver
Shoes to obraz starzejącej się groupies. Kompozycja z każdą minutą rozwija
się i wręcz rośnie w siłę. Da się rozpoznać tutaj charakterystyczny styl grupy,
gdzie partie solowe grane są unisono. Don’t
come back to szybki, hard rockowy utwór ze znakomitymi partiami gitar
opowiadający o zdradzie. Znakomita, zaawansowana struktura kompozycji wchłania
słuchacza, nie pozwalając skupić się na niczym innym.
Persephone to jedna z licznych pięknych ballad zespołu. W tej
siedmiominutowej porcji wysublimowanej muzyki, Andy Powell pokazuje również
swoje umiejętności gry na mandolinie. Hometown
znów przyspiesza tempo albumu. Jest to rock and rollowy utwór opisujący
odczucia towarzyszące powrotom do domu. Wyraźnie odznacza się partia basu, przy
niemal nieustających solówkach. Lady Jay oparty
jest na legendzie Dartmoor,
opowiadającej o zakazanej miłości i samobójstwie ukochanej. Można odnieść
wrażenie, że historia opowiadana jest nie tylko poprzez słowa, ale także instrumenty.
W utworze da się słyszeć nie tylko gitarę akustyczną i elektryczną, ale także
banjo, co stwarza niepowtarzalny, melancholijny nastrój.
F.U.B.B. to obok Lady Jay najbardziej
znany utwór na płycie, często pojawiający się na koncertach. Tytuł jest
skrótem pochodzącym z militarnego slangu armii Stanów Zjednoczonych (Fucked Up
Beyond Belief). Rozpoczyna się charakterystyczną linią gitary basowej, do
której dołącza melodia gitar odgrywana unisono. Jest to niemal dziesięciominutowy
instrumentalny utwór zawierający wszystko, co powinien mieć progresywny rock.
Śmiało można stawiać go obok wcześniejszych wielkich wytworów zespołu, takich
jak Phoenix z debiutu lub Where were you tomorrow z drugiej płyty.
Wishbone Ash to grupa, która znalazła wśród swoich wielbicieli
szerokie grono polskich słuchaczy. Pomimo że wszyscy członkowie zespołu
przekroczyli już 60 lat, ich występy na żywo nie tracą ani na swojej dynamice,
ani na świeżości. Zespół kilkakrotnie odwiedzał nasz kraj zrzeszając pod sceną
nie tylko starych fanów, ale również młodych. I pewnie z tego też powodu w tym
roku na przełomie kwietnia i maja przewidzianych jest aż 5 koncertów w Polsce.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nick Cave & The Bad Seeds - "Ghosteen" (2019) Nick Cave to postać związana nie tylko z muzyką, ale też z...
-
Już niedługo premiera "Wspomnień Scarlet", a tymczasem, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Replika, podaję fragment książki: ...
-
Cóż za wspaniałą karierę wiedzie Rob Zombie. Nie wiem, czy jest bardziej znany ze swojej muzyki, czy z filmów. Po sobie wiem, że kojar...
-
Graveyard to bardziej doszlifowane, schludne i nowoczesne Screaming Trees. Wokaliście coraz bliżej do Marka Lanegana - jego głos jest b...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz