sobota, 5 maja 2018

The Beatles – Please Please Me (1963)


                Żyjemy w czasach, w których unika się słuchania klasyków. Chętniej sięga się po remake filmu, niż po wersję pierwotną. W gąszczu nowych i przemielonych wersji dawno już wymyślonych schematów trudno połapać się, co jest tak naprawdę wytworem inwencji, a co kopią starych, dobrych standardów.
                Na pytanie – czy znasz beatlesów – każdy odpowie – no pewnie. Tylko że każdy ma na myśli wyłącznie przebojowe utwory, wałkowane wielokrotnie w radiu, czy telewizji. Tymczasem beatlesi zdążyli nagrać ponad 200 utworów, z czego tych najbardziej znanych można wyliczyć, lekką ręką, najwyżej kilka dziesiątek.
                Zacznijmy od testu wiedzy o The Beatles.  Czy wiesz, jaki jest tytuł pierwszej płyty studyjnej grupy? Teraz już tak, bo o tym albumie jest tutaj mowa. A drugiej? Niezależnie od swojej odpowiedzi, spójrz na listę utworów i spróbuj zanucić jeden z nich. Jeśli test nie wypadł pozytywnie, to zaleca się zapoznanie z materiałem grupy od początku.
                Debiutancki album The Beatles otwiera I saw her standing there. Jest to szybki, rockandrollowy utwór, nie przekraczający trzech minut (jak wszystkie utwory na płycie), co powoduje, że nie znudzimy się podczas słuchania nawet na chwilę. Standardem dla płyty winylowej w tych czasach było 14 utworów (po 7 na stronę). Tak jest też w tym wypadku, a całość mieści się w nieco ponad pół godziny muzyki. Drugi utwór Misery, pomimo dość wesołej atmosfery, mówi o utraconej miłości. Może wywołać uśmiech na twarzy i przypomnieć Maleńczuka śpiewającego „Muzyka moja jest wesoła, a słowa smutne”. Trzeci utwór Anna (go to him), jeden z moich (jak również Johna Lennona) ulubionych na płycie, także traktuje o nieszczęśliwej miłości. Jest to bardzo ciekawa aranżacja z ostrym, zadziornym wokalem Lennona, który w czasie nagrywania borykał się z ciężkim przeziębieniem.  Słychać to również w nieśmiertelnym już Twist and shout zamykającym płytę, a to dlatego, że płyta została nagrana jednego dnia, niemal w pośpiechu, w trakcie 10 godzin podzielonych na 3 sesje nagraniowe.
                Czwarty utwór Chains opowiada oczywiście o łańcuchach miłości. Jest to cover girlsbandu The Cookies, często grany przez zespoły z Liverpoolu. Po nim następuje Boys, który przywodzi na myśl charakterystyczny styl Elvisa. Chórki przyjemnie zdobią utwór nadając tym samym charakterystyczne tło dla muzyki beatlesów, co stało się obiektem naśladowania przez wiele zespołów, również w Polsce: Czerwone gitary, Skaldowie, Niebiesko-Czarni i inni. Ask me why to kolejny z moich faworytów na płycie. Dlaczego? W niecałe dwie i pół minuty dzieje się tutaj bardzo dużo, w dodatku jest to przyjemnie opowiedziany utwór w prosty sposób. Tego brakuje w dzisiejszej muzyce. Brakuje również takich zabiegów jak solówka bez żadnego przesteru na gitarze. Można powiedzieć, że nie mieli specjalnie zbyt dużego wyjścia w tamtych czasach, ale który z dzisiejszych zespołów odważy się na takie posunięcie?
                Pierwszą stronę kończy tytułowy Please Please me. Utwór, który należy uznać, tak jak dwa pierwsze rozpoczynające drugą stronę: Love me do oraz P.S. I love You, jako przebój zespołu. Dalej nie ma mowy o tzw. wypełniaczach płyt. Baby it’s You zawiera wszystko, co w muzyce beatlesów najważniejsze: charakterystyczny wokal z chórkami, a także innowatorska warstwa muzyczna, która krótko przepływa w swoim rytmie do kolejnej piosenki. Nie boję się tutaj użyć słowa „piosenka”, ponieważ należy pamiętać, że zespół The Beatles zasłynął, najogólniej szufladkując, w muzyce popularnej. Mamy tutaj rock, pop i w końcu merseybeat, czyli gatunek stworzony przez beatlesów, którego nazwa odnosi się do rzeki Mersey w Liverpoolu, gdzie powstało około 300 grup regularnie dających koncerty.
                Kolejny utwór Do You want to know a secret powstał dzięki utworowi I’m wishing z filmu Disneya Królewna śnieżka i siedmiu krasnoludków, który rzekomo mama Lennona śpiewała małemu Johnowi. Taste of honey to utwór Lenny’ego Welcha, który dzięki Beatlesom stał się popularny i wielokrotnie coverowany w latach sześćdziesiątych. Tytuł przedostatniego utworu There’s a place był inspirowany utworem Somewhere ze słynnego musicalu West side story. Temat został potraktowany bardziej wyrafinowanie niż w większości modnych w tamtych czasach utworów o całowaniu i przytulaniu.
                Całość zamyka, już wcześniej wspomniane, słynne Twist and shout. Sukces płycie zapewniła słyszalna radość grania, pomimo nagrania jej w ciągu jednego dnia. Szczerość zawarta w tekstach przysporzyła beatlesom fanów nie tylko wśród płci żeńskiej. Najważniejsza była jednak umiejętność stworzenia wielu różnorodnych, chwytliwych kawałków, które nie zestarzały się pomimo upływu 50 lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

        Nick Cave & The Bad Seeds - "Ghosteen" (2019)         Nick Cave to postać związana nie tylko z muzyką, ale też z...