sobota, 5 maja 2018

State Urge – White Rock Experience (2013)


            Istnieje zespół The Australian Pink Floyd Show, dzięki któremu możemy odświeżyć sobie na żywo dokonania legendy rocka. Nie o nich jednak będzie tutaj mowa, lecz o polskiej grupie State Urge, która wydała w tym roku debiutancki album – White Rock Experience. Zestawienie obydwu zespołów uzasadniają skojarzenia, jakie mogą najść słuchacza stykającego się z twórczością Gdynian. Co prawda nie coverują oni Floydów, jak Australijczycy, ale grają swój materiał, który nosi znamiona dawnych, urodzajnych muzycznie czasów.
            Nie sposób krótko opisać płytę White Rock Experience bez odnoszenia się do jej konkretnych utworów. Nie można skazać State Urge na odesłanie ich do konkretnej publiczności, przyszywając im gatunkową łatę. A to dlatego, że zespół na pierwszej swojej wydanej płycie pokazał szeroki wachlarz muzycznych upodobań.
            Pierwszy, instrumentalny utwór Third Wave of Decadence doskonale przedstawia większość muzyków, którzy zapisali swój udział na płycie. Od razu wyraźnie rozpłakuje się gitara elektryczna Marcina Cieślika, pulsacyjnie podbita sekcją basu Krystiana Papiernika i perkusją Marcina Bocheńskiego. Drugi kawałek Preface ukazuje nam również głos gitarzysty, który łagodnie wprowadza nas w klimat muzyki State Urge. Istotną rolę odgrywają tutaj klawisze Michała Tarkowskiego przenoszące odbiorcę w lata siedemdziesiąte. Trzeci utwór Time Rush niesamowicie objawia nam głos Rogera Watersa w gardle Marcina Cieślika. Oprócz tego kolejny raz słychać znakomitą partię gitary, często odgrywającej wymyślne solówki. Ballada Long For You znacznie zwalnia tempo albumu, ukazując drugą stronę zapędów muzycznych grupy. Na pierwszy plan (obok głosu wokalisty) wychodzą klawisze tworząc oryginalną atmosferę w połączeniu z automatem perkusyjnym.
            Drugą stronę debiutu wypełniają rozbudowane kompozycje właściwe dla rocka progresywnego. Wciągającą strukturę ma Illusion, gdzie główny wątek rozwija czysta solówka gitarowa. Dopiero pod koniec, na krótko, lecz treściwie wchodzi wokal z poetyckim tekstem. W Tumbling down tłem dla kolejnej ciekawej kompozycji, pokroju gotyckiego Rubiconu, jest padający deszcz. Utwór Gaze idealnie obrazuje równoważność członków zespołu. Każdy instrument odgrywa tutaj swoją określoną, dużą rolę, dzięki czemu White Rock Experience utrzymuje słuchacza w uwadze do ostatniego utworu. I właśnie All I Need zawiera porcję muzyki, która oprócz bogatej formy zaszczepia chęć posłuchania zespołu na żywo. Kawałek ten fragmentarycznie przypomina nieco zwrotkę śpiewaną przez Marka Grechutę w utworze Dni, których jeszcze nie znamy. Zapewne nieumyślny, być może podświadomy zabieg. Ważne, że melodia ta śpiewana po angielsku też brzmi dobrze.
            Wszystkie utwory mają anglojęzyczne teksty, które zostały napisane przez wcześniej przedstawionych gitarzystów. Zabieg ten z pewnością miałby większy sens, gdyby grupa skazana była głównie na angielską publiczność. State Urge wykluwa się jednak z polskiego rynku, skąd może trafić niestety tylko do słuchaczy o różnym poziomie znajomości angielskiego. Choć dotyczy to wielu zespołów, to w przypadku rocka awangardowego najbardziej pożądane powinno być stosowanie tekstów w języku rodzimym.
Na szczęście grupa może wybronić się samą muzyką bez konieczności zważania przez odbiorców na wartość tekstową.
            Debiut grupy State Urge jest dowodem na to, że młodzi ludzie też potrafią tworzyć ambitną i skomplikowaną muzykę. Słuchając White Rock Experience bez świadomości wieku członków zespołu możemy wyobrażać sobie czwórkę doświadczonych instrumentalistów sięgających do korzeni rocka, aby tworzyć charakterystyczny tylko dla siebie rock eksperymentalny. Warto zwrócić uwagę na ich poczynania, bowiem chłopaki mają ogromny potencjał na stanie się zespołem grającym wyrafinowaną, pozbawioną znacznych wpływów muzykę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

        Nick Cave & The Bad Seeds - "Ghosteen" (2019)         Nick Cave to postać związana nie tylko z muzyką, ale też z...