Lacrimosę poznałem dzięki Tomaszowi
Beksińskiemu. Elodia z 1999 roku
długo cieszyła moje uszy, pewnie w dużej mierze ze względu na nowopoznane pole
muzyczne – symfoniczny, gotycki metal. Teraz, pomyślałem, popełniam duży błąd
narażając przeszłe miłe doznania na splamienie ich, poznaniem nowego tworu
zespołu. Z drugiej strony nie może być przecież tak źle. Po Elodii zespół stworzył aż siedem płyt
(włącznie z nową), a więc poznam przynajmniej za jednym zamachem, jak
wyewoluowała muzyka zespołu.
Od
razu przekonałem się, że obawy były nieuzasadnione. Rozwlekłe Mondfeuer dało mi do zrozumienia, że wiele
się nie zmieniło. Głos Tilo Wolffa utkwił w tej samej śpiewce na pograniczu
szeptu. Starość odcisnęła się na jego głosie w sprzyjający sposób – śpiewanie
o, ogólnie rzecz ujmując, smutnych sprawach przez tyle lat, przyprawiło go o chrypę
umęczonego człowieka. Smyczki i dzwony pozostawiły ten sam klimat, choć teraz w
jeszcze bardziej opanowanej (może momentami zbyt silącej się na doniosłość)
konwencji. Przejąłem się i czekałem podekscytowany co będzie dalej. Co ukaże
clown. Jak przedstawi swoją nadzieję (Hoffnung).
Jakie
więc nadeszły zmiany? Przemyślane dołączenie elektroniki, „ożywienie” i
naostrzenie gitar oraz uwypuklenie basu. Umiarkowana przebojowość i wsparcie
wokalne Anne Nurmi pozostały na swoim miejscu. Jeśli sześć albumów dzielących Elodię od Hoffnung było utrzymanych w podobnej estetyce, to cieszę się, że
ich nie poznałem. Podchodząc do Hoffnung nie
jestem zmęczony materiałem Lacrimosy i patrzę na niego w zasadzie tylko przez
pryzmat Elodii, która notabene jest
uznawana za największe dzieło zespołu. Nowa płyta spodobała mi się za pierwszym
przesłuchaniem. Być może będzie uznawana za jedno z największych dokonań
zespołu w dotychczas trzynastopłytowej karierze.
Kiedyś
gitarzysta zespołu AION, który supportował Lacrimosę, powiedział mi, że Tilo
Wolff niezbyt otwarcie odnosił się do współdzielących scenę muzyków. Tak to już
jest z tym gotykiem. Przystępny nie jest. Za to potrafi unieść człowieka. Kości
Beksińskiego grzechoczą radośnie. Jestem o tym przekonany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz