Album rozpoczyna żwawym
riffem utwór „Pamiątki z masakry”, który promuje płytę teledyskiem.
Powiedziałbym, że kawałek odegrany w starym dobrym stylu, lecz refren aż prosi
się (tak jak kilka innych odśpiewanych na płycie) o miano drażniącego natręctwa
myślowego nabytego
z radiowej listy przebojów. Drugi, również chwytliwy utwór „Najgroźniejsze zwierzę świata” rozpoczyna się tekstem, który mogłaby równie dobrze napisać uczennica podstawówki na konkurs literacki („Zrób może kiedyś coś naprawdę dobrego. Nie dla siebie, lecz dla kogoś obcego, hej”). Jak najbardziej nadawałby się na płytę „Cegiełka na rzecz ofiar powodzi”, chociaż mógłby zostać ostatecznie odrzucony za silenie się na zbyt patetyczny ton („Jesteśmy skrzydłami niosącymi świat” śpiewa w refrenie Tomasz Lipnicki). Oczywiście jest duża szansa, że wielu słuchaczy kupi to wszystko, jako płynącą prosto z serca dobrą muzykę. Ale czy fani tego oczekiwali? Czy może wywoła to szok wśród tych, którzy byli przyzwyczajeni do koncertowego nawoływania „Pierdolę przemoc!” i ostrych utworów ze zdartym gardłem wokalisty. Jak się wydaje, to bardzo zamierzchła przeszłość.
Trzeci utwór „Pasja i skowyt” znów predysponuje do roli utworu, który spokojnie mógłby znaleźć się w czołówce listy przebojów. Tylko niekoniecznie listy utworów rockowych. Oczywiście odrobinę przesadzam, bo mamy tutaj szybkie gitarowe granie, ale wystarczy doczekać refrenu i płynącego wręcz zabawnie za nim przejścia, żeby stwierdzić, że pieśń ta zyska sympatyków wśród fanów łatwego i przyjemnego dla ucha popu. Czwarty utwór „Trudy” przywodzi na myśl z powodu wolnego, ciężkiego riffu klimat z pierwszej płyty, jednak można nieźle się zdziwić w momencie, kiedy zaczyna się zwrotka. Za pierwszym odsłuchaniem można odnieść wrażenie, że utwór ten został sklejony z parodią piosenki dyskotekowej. Jest to z tego powodu bardzo nierówny kawałek, który być może zyskałby, gdyby był zagrany konsekwentnie, bez mieszania stylów. Kolejny utwór „Czy chcesz, czy nie..”, jest znów w bardzo podniosłym stylu. Przypomina mi na początku „Black” zespołu Pearl Jam i jest to duży komplement szczególnie w porównaniu do skojarzenia, jakie może wywołać następny utwór.
Środek płyty wypełniają „Popioły”. Osobiście kawałek ten najbardziej mi się podoba, chociaż jest w nim zawarte sedno tego, co można zauważyć na najnowszym albumie zespołu. Muzycznie bardzo ciekawy utwór. Kiedy dochodzimy jednak do refrenu, można stwierdzić, że gdzieś już się to słyszało. Melodia w refrenie przypomina bowiem fragment utworu „Lucky” śpiewany przez wokalistkę muzyki pop i dance – Britney Spears. Amerykanka śpiewała „Isn't she lovely, this Hollywood girl?". Tomasz Lipnicki śpiewa „Serce zimne, puste słowa”. Gdyby refren tego utworu połączyć ze zwrotką innego, np. „Trudy” mielibyśmy wspaniałą piosenkę, która mogłaby znaleźć się z powodzeniem na liście tuż obok Britney, gdyby nie różnica daty premiery.
Kolejny utwór „Idol młot” z pewnością sprawdzi się na koncertach. Szybki, rytmiczny utwór do poskakania, tylko że fani pod sceną znów mogą nie wiedzieć co robić, gdy zacznie się zwrotka. Jest to następny przykład dość niestandardowego rozwiązania na tej płycie w postaci dobrze zapowiadającego się mocnego utworu, który wręcz psuje się z nadejściem wokalu. Następnie mamy „Sztorm”. Utwór chojracką zagrywką zdąża ku refrenowi („I jedno wiem na pewno, będzie piekło”). Utwór jakby na siłę wydłużony, nie może się skończyć. „Oburzeni” to kolejny utwór z wielkim przesłaniem, zahaczający o politykę. Mamy tutaj spory zestaw wyświechtanych haseł, m.in. „niech zginą kłamstwo i fałsz” „niech żyje nasza wolność” „niech żyją słowa i bunt”. Buntu właściwego dla muzyki rockowej na tej płycie jednak wiele nie słychać. Widać za to nawoływanie do dobrych czynów w górnolotnym stylu. Ostatni utwór „Wodzu prowadź” jest krótki i żwawy, w porównaniu do reszty kompozycji stanowi nieco jaśniejszy fragment płyty. Płytę kończy „Kropka”, czyli niespełna 40-sekundowe odgłosy dziecka w akompaniamencie gitary.
Pamiętam, jak podczas przesłuchiwania poprzedniego albumu („Trio”) w trakcie trwania pierwszego utworu usłyszałem Tomasza Lipnickiego śpiewającego „A wszystko to..”, dopowiedziałem wtedy sobie z szyderczym uśmiechem „..bo ciebie kocham”. Nie doczekałem się wtedy jednak cytowania słynnej frazy śpiewanej przez zespół Ich Troje. Jednak długo czekać nie musiałem, ponieważ już w trzecim utworze pojawiły się słowa „A wszystko to, bo ciebie kocha”. Roześmiałem się przez łzy, bo prawie otrzymałem to „czego chciałem”. Po trzech latach od wydania „Trio” pojawiła się płyta, która daje mi to brakujące przysłowiowe „m”, które jak klątwa zamyka całą frazę. Dlaczego? Najnowszą płytę zespołu Lipali, pt. „3850” nazwałbym nagranym w pośpiechu wytworem dla radia. Kilka utworów pasuje do list przebojów, przez co zespół może zyskać nowych fanów, lub stracić starych w zamian za nowych, o dużo mniejszych wymaganiach muzycznych.
z radiowej listy przebojów. Drugi, również chwytliwy utwór „Najgroźniejsze zwierzę świata” rozpoczyna się tekstem, który mogłaby równie dobrze napisać uczennica podstawówki na konkurs literacki („Zrób może kiedyś coś naprawdę dobrego. Nie dla siebie, lecz dla kogoś obcego, hej”). Jak najbardziej nadawałby się na płytę „Cegiełka na rzecz ofiar powodzi”, chociaż mógłby zostać ostatecznie odrzucony za silenie się na zbyt patetyczny ton („Jesteśmy skrzydłami niosącymi świat” śpiewa w refrenie Tomasz Lipnicki). Oczywiście jest duża szansa, że wielu słuchaczy kupi to wszystko, jako płynącą prosto z serca dobrą muzykę. Ale czy fani tego oczekiwali? Czy może wywoła to szok wśród tych, którzy byli przyzwyczajeni do koncertowego nawoływania „Pierdolę przemoc!” i ostrych utworów ze zdartym gardłem wokalisty. Jak się wydaje, to bardzo zamierzchła przeszłość.
Trzeci utwór „Pasja i skowyt” znów predysponuje do roli utworu, który spokojnie mógłby znaleźć się w czołówce listy przebojów. Tylko niekoniecznie listy utworów rockowych. Oczywiście odrobinę przesadzam, bo mamy tutaj szybkie gitarowe granie, ale wystarczy doczekać refrenu i płynącego wręcz zabawnie za nim przejścia, żeby stwierdzić, że pieśń ta zyska sympatyków wśród fanów łatwego i przyjemnego dla ucha popu. Czwarty utwór „Trudy” przywodzi na myśl z powodu wolnego, ciężkiego riffu klimat z pierwszej płyty, jednak można nieźle się zdziwić w momencie, kiedy zaczyna się zwrotka. Za pierwszym odsłuchaniem można odnieść wrażenie, że utwór ten został sklejony z parodią piosenki dyskotekowej. Jest to z tego powodu bardzo nierówny kawałek, który być może zyskałby, gdyby był zagrany konsekwentnie, bez mieszania stylów. Kolejny utwór „Czy chcesz, czy nie..”, jest znów w bardzo podniosłym stylu. Przypomina mi na początku „Black” zespołu Pearl Jam i jest to duży komplement szczególnie w porównaniu do skojarzenia, jakie może wywołać następny utwór.
Środek płyty wypełniają „Popioły”. Osobiście kawałek ten najbardziej mi się podoba, chociaż jest w nim zawarte sedno tego, co można zauważyć na najnowszym albumie zespołu. Muzycznie bardzo ciekawy utwór. Kiedy dochodzimy jednak do refrenu, można stwierdzić, że gdzieś już się to słyszało. Melodia w refrenie przypomina bowiem fragment utworu „Lucky” śpiewany przez wokalistkę muzyki pop i dance – Britney Spears. Amerykanka śpiewała „Isn't she lovely, this Hollywood girl?". Tomasz Lipnicki śpiewa „Serce zimne, puste słowa”. Gdyby refren tego utworu połączyć ze zwrotką innego, np. „Trudy” mielibyśmy wspaniałą piosenkę, która mogłaby znaleźć się z powodzeniem na liście tuż obok Britney, gdyby nie różnica daty premiery.
Kolejny utwór „Idol młot” z pewnością sprawdzi się na koncertach. Szybki, rytmiczny utwór do poskakania, tylko że fani pod sceną znów mogą nie wiedzieć co robić, gdy zacznie się zwrotka. Jest to następny przykład dość niestandardowego rozwiązania na tej płycie w postaci dobrze zapowiadającego się mocnego utworu, który wręcz psuje się z nadejściem wokalu. Następnie mamy „Sztorm”. Utwór chojracką zagrywką zdąża ku refrenowi („I jedno wiem na pewno, będzie piekło”). Utwór jakby na siłę wydłużony, nie może się skończyć. „Oburzeni” to kolejny utwór z wielkim przesłaniem, zahaczający o politykę. Mamy tutaj spory zestaw wyświechtanych haseł, m.in. „niech zginą kłamstwo i fałsz” „niech żyje nasza wolność” „niech żyją słowa i bunt”. Buntu właściwego dla muzyki rockowej na tej płycie jednak wiele nie słychać. Widać za to nawoływanie do dobrych czynów w górnolotnym stylu. Ostatni utwór „Wodzu prowadź” jest krótki i żwawy, w porównaniu do reszty kompozycji stanowi nieco jaśniejszy fragment płyty. Płytę kończy „Kropka”, czyli niespełna 40-sekundowe odgłosy dziecka w akompaniamencie gitary.
Pamiętam, jak podczas przesłuchiwania poprzedniego albumu („Trio”) w trakcie trwania pierwszego utworu usłyszałem Tomasza Lipnickiego śpiewającego „A wszystko to..”, dopowiedziałem wtedy sobie z szyderczym uśmiechem „..bo ciebie kocham”. Nie doczekałem się wtedy jednak cytowania słynnej frazy śpiewanej przez zespół Ich Troje. Jednak długo czekać nie musiałem, ponieważ już w trzecim utworze pojawiły się słowa „A wszystko to, bo ciebie kocha”. Roześmiałem się przez łzy, bo prawie otrzymałem to „czego chciałem”. Po trzech latach od wydania „Trio” pojawiła się płyta, która daje mi to brakujące przysłowiowe „m”, które jak klątwa zamyka całą frazę. Dlaczego? Najnowszą płytę zespołu Lipali, pt. „3850” nazwałbym nagranym w pośpiechu wytworem dla radia. Kilka utworów pasuje do list przebojów, przez co zespół może zyskać nowych fanów, lub stracić starych w zamian za nowych, o dużo mniejszych wymaganiach muzycznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz