sobota, 5 maja 2018

Kinki – El Museo De Las Momias (2013)


            Umyślnie podszedłem do przesłuchania EPki zespołu KINKI bez uprzedniego czerpania informacji o zespole. Wiedziałem tylko, że grupa zlepiona jest z muzyków pochodzących z mniej lub bardziej znanych kapel (Tymański Yass Ensemble, Marek Gałązka, Lofix, Mazzoll, Didosensemble, Klaustrofonia, Navigatorgong i Pink Freud). Zupełnie niczego konkretnego się nie spodziewając rozpocząłem przesłuchanie.
            Najpierw dotarł do mnie spokojny dźwięk trąbki w utworze Styka. Po chwili dołączyła dynamicznie perkusja z gitarą, zmieniając drastycznie moje wyobrażenia o zapowiadającej się muzyce. Do ciekawego połączenia instrumentalnego dołączył kontrabas. Tak przedstawia się sprzęt trójmiejskiego kwartetu. Śpiewu tutaj nie ma, chociaż nie można powiedzieć, że go brakuje. Bardziej nie ma na niego miejsca. Od razu przyszło mi na myśl porównanie do amerykańskiej jazz-rockowej Tuatary. Zespół zaczął pomyślnie tworzyć muzykę instrumentalną, chociaż skończył na niezbyt udanym albumie, gdzie pojawiły się wokale. Ciekawe co przyszłość pokaże grupie KINKI.
            Spośród instrumentów tworzących muzykę na El Museo De Las Momias bardzo istotną rolę odgrywa perkusja Tomka Tłuszczaka. Wprowadza ona niejednokrotnie wręcz transowy nastrój, co na korzyść grupy nie pozwala zaszufladkować jej jasno do jednej kategorii. Słuchając drugiego kawałka Nalot Lufthansy nie da nam spokoju trąbka Piotrka Dunajskiego. Kolejny, równie zagadkowy tytuł – Volvo z hakiem pozytywnie storturuje słuchacza kontrabas Marcina Drewczyńskiego z niemal kakofoniczną solówką gitarową Bartka Laskowskiego. Powrót do głównego tematu muzycznego pozwala na zaczerpnięcie oddechu pod koniec utworu. W każdym kawałku uświadczymy zapadającą w pamięć zagrywkę jednego z instrumentów, wokół której rozgrywają się rozmaite wariacje. Wyjątkiem nie jest zamykający EPkę utwór Pyriolisa. Przywodzi mi on na myśl fragment tworu King Crimson z niedocenianej płyty Islands, pt. Sailor’s Tale. Jako wyjątkowo jazz-rockowa próba zespołu, Islands nie zyskała aprobaty nawet wśród największych fanów zespołu (oprócz autora tekstu). Podobnie może być z KINKI. Rodzaj twórczości prezentowany przez grupę nie jest chętnie przyswajalny przez masy. Dlatego niewiele jest takich zespołów i warto zwracać na nie uwagę.
            El Museo De Las Momias nie pozostawi żadnego słuchacza w obojętności. Mocno pobudza, wciąga i utrzymuje w zaciekawieniu przez ponad dwadzieścia minut. Z pewnością styl prezentowany przez KINKI daje większego kopa podczas występów na żywo. Główne tematy muzyczne, które mogą zapaść w pamięć słuchacza, otwierają furtkę dla wszelakich improwizacji. Stąd łatwo wywnioskować, że pierwsze kawałki zespołu mogą efektownie ewoluować w trakcie koncertów. Już zżera mnie ciekawość, jak będzie prezentował się ich album długogrający.


Cały materiał można odsłuchać na bandcampie zespołu pod tym adresem - El Museo De Las Momias - http://kinki.bandcamp.com/album/el-museo-de-las-momias

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

        Nick Cave & The Bad Seeds - "Ghosteen" (2019)         Nick Cave to postać związana nie tylko z muzyką, ale też z...