He must be the bad motherfucker called Nick Cave - z zadowoleniem lekko parafrazuję utwór "Stagger Lee" po przesłuchaniu każdego nowego albumu Cave'a, który nic już nie musi udowadniać, a jednak ciągle ma w zanadrzu szuflę pełną muzycznych opowieści.
Nowe dzieło grupy cechuje się delikatną, spokojną, wręcz skromną i przestrzenną muzyką. Pomimo sporej różnorodności instrumentów użytych na płycie, muzyka na niej zawarta stanowi akompaniament dla głównego instrumentu zespołu. Jest nim głos Nicka Cave’a, który całkowicie zajmuje uwagę słuchacza. Tło muzyczne niemal niezauważalnie tworzy wokół niego wciągającą atmosferę. Liczne melodeklamacje oraz często przepełniony emocjami głos wokalisty wciąż zachwyca i nie nosi w sobie żadnych oznak starości.
Według Cave’a niektóre utwory znajdujące się na płycie (We know who U r, Higgs boson blues) mówią o wpływie Internetu na odbiór i rozumienie znaczących wydarzeń ze świata. Istotą jest kwestionowanie docierających do nas wiadomości i przydzielanie im odpowiedniej wagi. Lider zespołu wciąga słuchacza swoimi opowieściami, które jak przyznaje, lubił snuć od dziecka. Teksty zawarte na albumie są obrazowe niczym scenariusze filmowe, które z resztą Cave również pisze.
Za kompozycje odpowiedzialny jest obok Cave’a, Warren Ellis, z którym wokalista chętnie współpracuje tworząc muzykę filmową. Udział Ellisa w nagraniach sprawił, że płyta jest nieco inna od pozostałych dokonań grupy. Stało się to za sprawą użytych loopów, (które chętniej wykorzystywane są w muzyce elektronicznej) a także skrzypiec i altówki (np. w utworze We real cool). Tworzą one klimat, który może przywodzić na myśl ścieżkę dźwiękową do któregoś z filmów (Propozycja, Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda, Droga, Gangster), które stworzyli muzycy pod rozpoznawalnym już szyldem Nick Cave and Warren Ellis.
Push the sky away nie zawiera utworów, które zapadną w pamięć słuchaczy, jako przeboje pokroju Where the wild roses grow, Into my arms, Red right hand, czy Fifteen feet of pure white snow. Jest to częściowo spowodowane odejściem Cave’a od standardowego procesu tworzenia utworów na zasadzie zwrotka-refren-zwrotka-refren. Na najnowszym albumie nacisk został położony na spokojną atmosferę kompozycji, przez co całościowo płyta jest nieco „cicha” i jednolita, lecz stanowi urozmaicenie w dorobku grupy Nick Cave and The Bad Seeds.
Autor czuje się zobowiązany przedłożyć czytelnikowi, dlaczego w obliczu pozytywnej recenzji płyty, nie może uznać jej za jedną z najlepszych w dorobku artysty. W jego odczuciu najlepszym i zarazem ulubionym albumem zespołu Nick Cave and The Bad Seeds jest No more shall we part z 2001 r. Jest to niedościgniony wzór w swojej kategorii i z tej uwagi płyta Push the sky away pomimo licznych walorów zasługuje na niższą, choć nadal pozytywną ocenę.
Nowe dzieło grupy cechuje się delikatną, spokojną, wręcz skromną i przestrzenną muzyką. Pomimo sporej różnorodności instrumentów użytych na płycie, muzyka na niej zawarta stanowi akompaniament dla głównego instrumentu zespołu. Jest nim głos Nicka Cave’a, który całkowicie zajmuje uwagę słuchacza. Tło muzyczne niemal niezauważalnie tworzy wokół niego wciągającą atmosferę. Liczne melodeklamacje oraz często przepełniony emocjami głos wokalisty wciąż zachwyca i nie nosi w sobie żadnych oznak starości.
Według Cave’a niektóre utwory znajdujące się na płycie (We know who U r, Higgs boson blues) mówią o wpływie Internetu na odbiór i rozumienie znaczących wydarzeń ze świata. Istotą jest kwestionowanie docierających do nas wiadomości i przydzielanie im odpowiedniej wagi. Lider zespołu wciąga słuchacza swoimi opowieściami, które jak przyznaje, lubił snuć od dziecka. Teksty zawarte na albumie są obrazowe niczym scenariusze filmowe, które z resztą Cave również pisze.
Za kompozycje odpowiedzialny jest obok Cave’a, Warren Ellis, z którym wokalista chętnie współpracuje tworząc muzykę filmową. Udział Ellisa w nagraniach sprawił, że płyta jest nieco inna od pozostałych dokonań grupy. Stało się to za sprawą użytych loopów, (które chętniej wykorzystywane są w muzyce elektronicznej) a także skrzypiec i altówki (np. w utworze We real cool). Tworzą one klimat, który może przywodzić na myśl ścieżkę dźwiękową do któregoś z filmów (Propozycja, Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda, Droga, Gangster), które stworzyli muzycy pod rozpoznawalnym już szyldem Nick Cave and Warren Ellis.
Push the sky away nie zawiera utworów, które zapadną w pamięć słuchaczy, jako przeboje pokroju Where the wild roses grow, Into my arms, Red right hand, czy Fifteen feet of pure white snow. Jest to częściowo spowodowane odejściem Cave’a od standardowego procesu tworzenia utworów na zasadzie zwrotka-refren-zwrotka-refren. Na najnowszym albumie nacisk został położony na spokojną atmosferę kompozycji, przez co całościowo płyta jest nieco „cicha” i jednolita, lecz stanowi urozmaicenie w dorobku grupy Nick Cave and The Bad Seeds.
Autor czuje się zobowiązany przedłożyć czytelnikowi, dlaczego w obliczu pozytywnej recenzji płyty, nie może uznać jej za jedną z najlepszych w dorobku artysty. W jego odczuciu najlepszym i zarazem ulubionym albumem zespołu Nick Cave and The Bad Seeds jest No more shall we part z 2001 r. Jest to niedościgniony wzór w swojej kategorii i z tej uwagi płyta Push the sky away pomimo licznych walorów zasługuje na niższą, choć nadal pozytywną ocenę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz