Niewiele
osób docenia twórczość Franka Zappy. Nawet jeśli, to bardzo wybiórczo. Długo
zastanawiałem się, jak zareklamować muzykę tego artysty. Przypomniałem sobie jednak
prowokujące zdanie lidera The Mothers of Invention: Większość ludzi nie poznałaby dobrej muzyki nawet gdyby podeszła ona do
nich i ugryzła ich w dupę. Trudno o celniejszą uwagę. Ciężko wybrać najbardziej
przystępny album Zappy. Mówi się, że najlepsze jest Hot Rats z 1969 roku. Pięć lat później wydane zostało Apostrophe i ten album podstawiam na
krzesło czytelnika. A nuż ugryzie.
Zappa był pracoholikiem. Większość czasu spędzał na tworzeniu muzyki. Nie dziwi zatem fakt, że nagrał ponad 60 albumów, a nagrałby z pewnością więcej, gdyby nie umarł dość młodo, w 1993 roku. Jego twórczość nasycona była humorem. Często wyśmiewał postawy innych, był ironiczny, znany z ciętego języka, lecz jego wielogatunkowa muzyka była i jest trudno przyswajalna. Mówiąc o rodzaju muzyki tworzonej przez Zappę, ciężko zdefiniować ją używając nazw nawet kilku gatunków. Najogólniej można wymienić rock, blues, jazz, pop, disco (zawsze przynajmniej w żartobliwym wydaniu), muzykę klasyczną i grę na rowerze.
Apostrophe rozpoczyna Don’t Eat the Yellow Snow, który przechodzi płynnie w Nanook Rubs it. Są to kompozycje stworzone z wielkim rozmachem. Wirtuozeria gitarowa wzbogacona jest charakterystycznym niskim, miłym głosem, który zmienił się nieco Zappie po upadku ze sceny. Okazało się wtedy, że pękła mu krtań obniżając na stałe ton głosu.
Problematyczne dla polskiego słuchacza może być dostrzeżenie kunsztu w opowieściach Zappy (Cosmik Debris). Wiele utworów w dyskografii artysty posiada tekst, bez rozumienia którego jego wartość spada o połowę. Nie wyobrażam sobie, po przesłuchaniu Muffin Man, mieć wymalowanego na twarzy innego wyrazu niż głupi uśmieszek.
Zappa był przede wszystkim kompozytorem. Oprócz zabawy formą oraz wszechobecnego comedy rocka (Stink-Foot), muzyk potrafił pozbawić słuchacza tchu (tytułowy Apostrophe). Teksty niektórych utworów są tylko na pozór absurdalne. Uncle Remus dotyka problemu rasizmu i praw cywilnych. Bez znajomości kontekstu i historii łatwo minąć się z prawidłowym znaczeniem.
Istotą rolę w twórczości Zappy odgrywały solówki gitarowe:
O moich solówkach mogę powiedzieć tylko to, że zawsze wymyślałem je na poczekaniu. Myślę, że mam talent do melodyjnych improwizacji. Dzisiejsi 'wielcy' gitarzyści grają solówki, które mogą być nuta po nucie przećwiczone na próbach i są potem wiernie odtwarzane w czasie koncertu. Nawet jeśli brzmi to jak wersja studyjna, to nikogo to już nie razi. Ja uważam, że jest to nudne. Jeśli jednak gra jest bardzo szybka, to każdy myśli, że tak jest dobrze. I uważam, że to również jest nudne.
Poznając twórczość Franka Zappy na własną rękę, można trafić w przeróżne rejony gatunkowe. Łatwo zrazić się do jego muzyki. Jeśli jednak słuchacz trafi na odpowiedni dla siebie gatunkowo album, otworzy się przed nim nowy, rozległy horyzont muzyki eksperymentalnej. Porównałbym ją do „Roku 1984” Orwella – nie tylko jej treść jest wciąż aktualna, lecz staje się coraz bardziej aktualna. Podobnie jest z formą, choć na tej płaszczyźnie Zappa nie zawsze jest łatwo przystępny. Płyta Apostrophe dzięki swej różnorodności jest jedną z łatwiejszych w odbiorze. Z pewnością nikogo nie znudzi. Najwyżej oburzy. Mocno parafrazując George’a Bernarda Shaw zakończę słowami – lepiej muzyką oburzać niż nudzić.
Zappa był pracoholikiem. Większość czasu spędzał na tworzeniu muzyki. Nie dziwi zatem fakt, że nagrał ponad 60 albumów, a nagrałby z pewnością więcej, gdyby nie umarł dość młodo, w 1993 roku. Jego twórczość nasycona była humorem. Często wyśmiewał postawy innych, był ironiczny, znany z ciętego języka, lecz jego wielogatunkowa muzyka była i jest trudno przyswajalna. Mówiąc o rodzaju muzyki tworzonej przez Zappę, ciężko zdefiniować ją używając nazw nawet kilku gatunków. Najogólniej można wymienić rock, blues, jazz, pop, disco (zawsze przynajmniej w żartobliwym wydaniu), muzykę klasyczną i grę na rowerze.
Apostrophe rozpoczyna Don’t Eat the Yellow Snow, który przechodzi płynnie w Nanook Rubs it. Są to kompozycje stworzone z wielkim rozmachem. Wirtuozeria gitarowa wzbogacona jest charakterystycznym niskim, miłym głosem, który zmienił się nieco Zappie po upadku ze sceny. Okazało się wtedy, że pękła mu krtań obniżając na stałe ton głosu.
Problematyczne dla polskiego słuchacza może być dostrzeżenie kunsztu w opowieściach Zappy (Cosmik Debris). Wiele utworów w dyskografii artysty posiada tekst, bez rozumienia którego jego wartość spada o połowę. Nie wyobrażam sobie, po przesłuchaniu Muffin Man, mieć wymalowanego na twarzy innego wyrazu niż głupi uśmieszek.
Zappa był przede wszystkim kompozytorem. Oprócz zabawy formą oraz wszechobecnego comedy rocka (Stink-Foot), muzyk potrafił pozbawić słuchacza tchu (tytułowy Apostrophe). Teksty niektórych utworów są tylko na pozór absurdalne. Uncle Remus dotyka problemu rasizmu i praw cywilnych. Bez znajomości kontekstu i historii łatwo minąć się z prawidłowym znaczeniem.
Istotą rolę w twórczości Zappy odgrywały solówki gitarowe:
O moich solówkach mogę powiedzieć tylko to, że zawsze wymyślałem je na poczekaniu. Myślę, że mam talent do melodyjnych improwizacji. Dzisiejsi 'wielcy' gitarzyści grają solówki, które mogą być nuta po nucie przećwiczone na próbach i są potem wiernie odtwarzane w czasie koncertu. Nawet jeśli brzmi to jak wersja studyjna, to nikogo to już nie razi. Ja uważam, że jest to nudne. Jeśli jednak gra jest bardzo szybka, to każdy myśli, że tak jest dobrze. I uważam, że to również jest nudne.
Poznając twórczość Franka Zappy na własną rękę, można trafić w przeróżne rejony gatunkowe. Łatwo zrazić się do jego muzyki. Jeśli jednak słuchacz trafi na odpowiedni dla siebie gatunkowo album, otworzy się przed nim nowy, rozległy horyzont muzyki eksperymentalnej. Porównałbym ją do „Roku 1984” Orwella – nie tylko jej treść jest wciąż aktualna, lecz staje się coraz bardziej aktualna. Podobnie jest z formą, choć na tej płaszczyźnie Zappa nie zawsze jest łatwo przystępny. Płyta Apostrophe dzięki swej różnorodności jest jedną z łatwiejszych w odbiorze. Z pewnością nikogo nie znudzi. Najwyżej oburzy. Mocno parafrazując George’a Bernarda Shaw zakończę słowami – lepiej muzyką oburzać niż nudzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz