sobota, 5 maja 2018

Depeche Mode – Delta Machine (2013)


Dawno minął już 2013 rok, a ja jeszcze całkowicie się z niego nie rozliczyłem. Teraz to dopiero czynię i wcale się nie wstydzę. Depeche Mode pod koniec lutego odwiedziło Łódź, a 22 marca ubiegłego roku wyszła płyta. Odkryłem ją prawie rok później i zakochałem się od pierwszego przesłuchania. Od tamtej pory mój odtwarzacz jest bezlitośnie zajeżdżany przez Delta Machine. To był wielki powiew świeżości w moje uszy. Nigdy nie miałem ochoty wsłuchiwać się w twórczość grupy, znając jedynie ich hity. Nie jest to przede wszystkim gatunek, w którym gustuję. Teraz wszystko się zmieniło. Jestem ciekaw co zespół wyda w przyszłości.

Przypuszczam, że trafiłem na dobry moment przesłuchania całej płyty Depeche Mode. Mówi się, że Delta Machine to przekrój przez zespół. Sam wychwyciłem podobieństwa do znanych mi utworów – przebojowy Soothe My Soul to skóra (riff i rytm refrenu) zdarta z Personal Jesus. Wiem jednak, że gdybym teraz chciał posłuchać starszych płyt, to żadna nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia jak najnowsza.

Muzyka na Delta Machine jest precyzyjna i wciągająca. Z pewnością nadaje się na imprezę taneczną, jednak jest na tyle uniwersalna, że możemy jej słuchać w ciemnym lesie i rano do śniadania. Przeciwnicy nowoczesnych brzmień od razu postawią na płycie krzyżyk. We mnie przez chwilę również pojawiło się zmęczenie. Myślę jednak, że płyta może spodobać się każdemu. Usłyszymy na niej i klubową łupankę rodem z dyskoteki (znów mowa o Soothe My Soul), trochę subtelnej gitary podobnej do obecnej w nowszych solowych albumach Petera Gabriela, a także sporo mroku (jeden z moich faworytów – Angel).

Jednym z najważniejszych punktów, który zwrócił moją uwagę na Delta Machine, jest głos lidera – Dave’a Gahana. Głos młodego romantyka lat osiemdziesiątych przeminął, zastąpiony dojrzałym, przykuwającym wielce uwagę, głosem 52-latka. Żeńska część publiczności powinna przymknąć oko na ten fakt, a na koncercie stać tyłem do sceny. Wtedy oczy wyobraźni zobaczą obiekt łamiący multum kobiecych serc. W rzeczywistości Gahan na scenie również przykuwa uwagę wczuwając się w swoje partie wokalne, choć swoje lata ma już wypisane na twarzy.

Moimi ulubionymi momentami na Delta Machine są – rozpoczynający Welcome to My World, który z miejsca mnie kupił, wcześniej wspomniany Angel, zmysłowe Slow oraz wzruszające Broken. Najważniejszy jest na płycie singlowy potencjał niemal każdego utworu. Polecam każdemu, kto jeszcze nie słuchał Depeche Mode całymi albumami. Może to być bardzo zachęcający początek. Fanom polecać Delta Machine nie trzeba, pewnie wałkują go już od roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

        Nick Cave & The Bad Seeds - "Ghosteen" (2019)         Nick Cave to postać związana nie tylko z muzyką, ale też z...