sobota, 5 maja 2018

Danzig - Skeletons (2015)


Jakość nowej płyty Danzig była wątpliwa już po ujawnieniu okładki. Glenn Danzig, już sześćdziesięcioletni wokalista, urodzony do śpiewania rocka, niegdyś z potężnym głosem, od zawsze chętnie prezentował swoją muskulaturę. Na okładce Skeletons pokazał już tylko obwisłe cycki.

Pytanie podstawowe – czy płyta z coverami to „ostatki”, czy też w pełni zasłużone posiłkowanie się wyłącznie cudzymi utworami na płycie? Skłaniam się ku temu drugiemu. Danzig nie coverował zbyt wiele w swojej karierze. Lista zapowiedzianych utworów wróżyła ciekawy album, a Danzig stwierdził, że przekonwertuje wszystko na swój styl. Po odpaleniu płyty można się jednak zasmucić. Celowy powrót do starodawnego brzmienia? Raczej nie wygląda to na umyślny zabieg. Nagrania brzmią wręcz amatorsko! Gitary i perkusja zostały zepchnięte na drugi plan, a głos Glenna Danziga pływa po powierzchni, niczym zakompleksiona foka, która dopiero co, w dojrzałym wieku, nauczyła się śpiewać. Szkoda, że Danzig nie wziął poprawki na próbę czasu. Jego zuchwałe wycie jest już nieprzyjemne dla ucha.

Zdaje się, że właśnie mija czas na scenie Glenna Allena Anzalone, a tym samym zespołu Danzig. Wokalista przyznał w jednym z wywiadów, że przed nim jeszcze kilka koncertów i to wszystko. Prawdopodobnie, jeśli Ozzy na przyszłorocznym koncercie w Krakowie zaśpiewa N.I.B., to w porównaniu do Danziga objawi się nam jako okaz młodzieńczej energii. Jedynym powiewem młodości w utworze jest tutaj solówka gitarzysty. Tommy Victor zaprezentował udaną walkę z instrumentem. A co najważniejsze – zachował „danzigową” tradycję wciskania flażoletu gdzie popadnie. 

Przebudzenie ględzącego starca słychać w Lords of Thighs (utwór Aerosmith), chociaż to i tak cień Danziga z lat dziewięćdziesiątych. Nie ma już zadziorności, za to pozostało poprawne śpiewanie i kłujące ucho zawodzenie. Jedyną nadzieją mogłaby okazać się zmiana repertuaru lub kontynuacja kariery solowej. Jeśli nie, to zastanówmy się, co jeszcze może zrobić zespół Danzig. Album z coverami – jest, album z odpadkami z płyt – jest, album na żywo – jest, album z największymi hitami – jeszcze nie. Nie będę na niego czekał, do nowej płyty nie będę wracał, za to na pierwsze cztery albumy na pewno jeszcze najdzie mnie chęć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

        Nick Cave & The Bad Seeds - "Ghosteen" (2019)         Nick Cave to postać związana nie tylko z muzyką, ale też z...