Dwa lata temu, słuchając
debiutanckiej EPki zespołu, zastanawiałem się, jak będzie wyglądał ostateczny
kształt Buenos Agres. Wtedy to był mały miszmasz gatunkowy z utworami mającymi
predyspozycje do zagnieżdżenia się w radiu. Teraz, przy okazji wydania pierwszej
długogrającej płyty „Tam gdzie nie ma echa”, już wiadomo więcej.
Największą radość w słuchaniu płyty Buenos Agres sprawia mi głos wokalistki. Przyjemność dopełnia stosowanie wyłącznie języka polskiego. Na tym niestety kończy się moje zadowolenie z albumu „Tam gdzie nie ma echa”. Zdaje się, że to tylko Anna Mysłajek sprawia, że utwory mogą zapaść w pamięć. Innowacyjność i odwaga leży po jej stronie. Z muzyki, zwłaszcza z gitar, wypływa wielka ckliwość. Zupełnie nie trafiają do mnie takie „chwyty”. Rozumiem, że ta muzyka miała łapać za serce, ale dla mnie jest „a copy of a copy of a copy” i nie trafia w prawie żaden punkt. Trafiłaby pewnie bardziej, gdybym miał słuchać wokalistki a cappella lub z innym zespołem.
Największą radość w słuchaniu płyty Buenos Agres sprawia mi głos wokalistki. Przyjemność dopełnia stosowanie wyłącznie języka polskiego. Na tym niestety kończy się moje zadowolenie z albumu „Tam gdzie nie ma echa”. Zdaje się, że to tylko Anna Mysłajek sprawia, że utwory mogą zapaść w pamięć. Innowacyjność i odwaga leży po jej stronie. Z muzyki, zwłaszcza z gitar, wypływa wielka ckliwość. Zupełnie nie trafiają do mnie takie „chwyty”. Rozumiem, że ta muzyka miała łapać za serce, ale dla mnie jest „a copy of a copy of a copy” i nie trafia w prawie żaden punkt. Trafiłaby pewnie bardziej, gdybym miał słuchać wokalistki a cappella lub z innym zespołem.
Zawiodło
mnie to, że poza pamiętnymi utworami z EPki sprzed dwóch lat - Do S. (EKG) i Tu i teraz - teraz nie doszedł prawie żaden utwór (nieźle wypada Szept), który byłby równie dobry. Dziesięć utworów, niemal pięćdziesiąt
minut muzyki, w tym intro, outro, dwa mocne punkty znane już tym, którzy
słyszeli wcześniej Buenos Agres i pozostaje sześć kawałków, które nie ziębią,
ale też niestety nie parzą. Przemijają i nie zostają w pamięci. Podajmy na przykład okraszony teledyskiem utwór Coraz Mniej.
Płyta
nazywa się niestety nie nomen omen „Tam gdzie nie ma echa”. Niestety, bo jest
tutaj echo – innych zespołów. Zespół Buenos Agres nie zaprezentował niczego
odkrywczego. Od siedmioosobowego bandu spodziewałem się bardziej złożonego
podejścia. Niestety płyta „Tam gdzie nie ma echa” jest dla mnie smutna w
męczący sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz