Ciekawi mnie jak oni to robią.
Wyobrażają sobie barwę i tworzą muzykę, czy określają barwę dla już stworzonej
muzyki… Czerwony, niebieski, żółty i zielony, a teraz czwarty, purpurowy
krążek. Tym razem muzycy musieli widzieć w purpurowych barwach trzymanie się za
ramiona i zbiorowe chóralne śpiewy motywacyjne. Lubię Baroness, bo potrafią
zrobić z gitarowego grania sztukę. A przynajmniej zawsze podchodzili do
wszystkich kolorów złożonym, emocjonalnym graniem. Znalazłem to także w Purple,
ale znalazłem też coś potwornie swędzącego.
Wydaje
mi się, że zespół miał pomysł na wszystko oprócz wokali. Zmiana wytwórni,
perkusisty i basisty nie dokonała praktycznie żadnego uszczerbku w brzmieniu
utworów. Jednak zamiast krzykliwych, niemal identycznych w każdym utworze,
śpiewów przeplatanych sentymentalnymi chórkami, wolałbym usłyszeć jednego
wokalistę. Każdy inny śpiewak zrobiłby tutaj lepszą robotę, niż John Baizley i
Peter Adams. Cała ta wyżej wspomniana sztuka jest ogołocona prostackim wołaniem
zamiast śpiewu. Jedynym udanym od początku do końca utworem jest zamykający
płytę If I Have to Wake Up (Would YouStop the Rain?). Oczywiście tylko wtedy, kiedy wyrwiemy go z kontekstu
całej płyty, bowiem wokal znowu pochodzi z tego samego wyświechtanego kopyta –
znużonego, topornie się włóczącego.
A
o czym oni tak męczą? O miłości oczywiście; niespełnionej i trwałej. O sile i
mocy; przełożonej w rejony pola bitwy i między szpitalne mury. Teksty są barwne
i poetyckie. Na Purple wszystko ma
sens, oprócz samego śpiewania. Mam na to pewne wyjaśnienie - barwa purpurowa
jest fuzją czerwonego i niebieskiego (pierwszej i drugiej płyty). I o ile
muzyka zawarta na płycie czerwonej i niebieskiej jest bardzo dobra i stosowanie
zawartej na nich stylistyki to dobry pomysł, o tyle taki sam charakter śpiewu
może wydawać się brakiem inwencji.
Choć
nie ma postępu, Baroness robi swoje. Purple
jest dobrą płytą. To progresywny, melodyjny rock-metal, z którego tym razem
oderwała się łatka sludge i stoner. Mam nadzieję, że moje użalanie się nad
wokalami zniknie po koncercie 18 marca (2016 r.) w warszawskiej Proximie. To będzie
pierwszy występ zespołu w Polsce. Oczekuję wiele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz