sobota, 5 maja 2018

Baroness - Purple (2015)


Ciekawi mnie jak oni to robią. Wyobrażają sobie barwę i tworzą muzykę, czy określają barwę dla już stworzonej muzyki… Czerwony, niebieski, żółty i zielony, a teraz czwarty, purpurowy krążek. Tym razem muzycy musieli widzieć w purpurowych barwach trzymanie się za ramiona i zbiorowe chóralne śpiewy motywacyjne. Lubię Baroness, bo potrafią zrobić z gitarowego grania sztukę. A przynajmniej zawsze podchodzili do wszystkich kolorów złożonym, emocjonalnym graniem. Znalazłem to także w Purple, ale znalazłem też coś potwornie swędzącego.

Wydaje mi się, że zespół miał pomysł na wszystko oprócz wokali. Zmiana wytwórni, perkusisty i basisty nie dokonała praktycznie żadnego uszczerbku w brzmieniu utworów. Jednak zamiast krzykliwych, niemal identycznych w każdym utworze, śpiewów przeplatanych sentymentalnymi chórkami, wolałbym usłyszeć jednego wokalistę. Każdy inny śpiewak zrobiłby tutaj lepszą robotę, niż John Baizley i Peter Adams. Cała ta wyżej wspomniana sztuka jest ogołocona prostackim wołaniem zamiast śpiewu. Jedynym udanym od początku do końca utworem jest zamykający płytę If I Have to Wake Up (Would YouStop the Rain?). Oczywiście tylko wtedy, kiedy wyrwiemy go z kontekstu całej płyty, bowiem wokal znowu pochodzi z tego samego wyświechtanego kopyta – znużonego, topornie się włóczącego.

A o czym oni tak męczą? O miłości oczywiście; niespełnionej i trwałej. O sile i mocy; przełożonej w rejony pola bitwy i między szpitalne mury. Teksty są barwne i poetyckie. Na Purple wszystko ma sens, oprócz samego śpiewania. Mam na to pewne wyjaśnienie - barwa purpurowa jest fuzją czerwonego i niebieskiego (pierwszej i drugiej płyty). I o ile muzyka zawarta na płycie czerwonej i niebieskiej jest bardzo dobra i stosowanie zawartej na nich stylistyki to dobry pomysł, o tyle taki sam charakter śpiewu może wydawać się brakiem inwencji.

Choć nie ma postępu, Baroness robi swoje. Purple jest dobrą płytą. To progresywny, melodyjny rock-metal, z którego tym razem oderwała się łatka sludge i stoner. Mam nadzieję, że moje użalanie się nad wokalami zniknie po koncercie 18 marca (2016 r.) w warszawskiej Proximie. To będzie pierwszy występ zespołu w Polsce. Oczekuję wiele.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

        Nick Cave & The Bad Seeds - "Ghosteen" (2019)         Nick Cave to postać związana nie tylko z muzyką, ale też z...